top of page

Wierzyć jak Jair - świadectwo Asi

Czy Ty też tak wiele razy prosiłaś Jezusa o pomoc? Każdego dnia wołałaś, by wysłuchał Twoich modlitw? Czy miałaś – a może właśnie teraz masz – wrażenie, że On jest zbyt daleko, by usłyszeć Twoje błagania i wszystko zdaje się dziać nie po Twojej myśli?


Ja również znam to uczucie. Doświadczyłam go wiele razy, na różnych etapach życia. Ale zrozumiałam, że Jezus właśnie w taki sposób nas kształtuje – uczy poprzez cierpliwość, a później, z perspektywy czasu, uświadamia nam, jaki był sens minionych wydarzeń. I nigdy nie pozostawia nas bez opieki, lecz w ciszy serca szepcze: „Nie bój się, wierz tylko!”.


Moje doświadczenie Jezusa przypomina historię Jaira, przełożonego synagogi, który przyszedł prosić Pana o uzdrowienie swej umierającej córeczki. Tak trudno jest zrozumieć, z jakiego powodu w naszym życiu dochodzi do trudnych lub tragicznych wydarzeń. Tak ciężko jest pogodzić się z faktem, że ktoś bliski otarł się o śmierć, że ktoś, kogo kochamy, bardzo cierpi, a my jesteśmy tak bezradni. W takich sytuacjach nie pojmujemy, dlaczego właśnie to miałoby stanowić część planu Pana Boga.


Jair również musiał czuć ogromną bezsilność, ale wiedział, że Bóg nie jest bezsilny wobec żadnej sytuacji. Jezus wysłuchał jego prośby i ruszył w stronę domu Jaira, uzdrawiając w drodze kobietę od lat cierpiącą na krwotok. Jair musiał słyszeć wypowiedziane do niej słowa: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju”. Być może wypełniła go jeszcze silniejsza wiara w to, że i z jego dzieckiem stanie się podobnie. Tymczasem chwilę później dotarła do niego wiadomość, że córka nie żyje… Jezus jednak nie pozwolił mu się załamać. Odsunął na bok słowa ludzi, zabrał strach. „Nie bój się, wierz tylko!” – nakazał Jairowi.


Wielokrotnie wobec przeszkód i bólu traciłam z oczu nadzieję na to, że będzie lepiej. Po ludzku nie mogłam nic zrobić, a jednak łaska wiary w to, że dba o mnie Ktoś, kto jest wszechmocny, pomogła przetrwać trudności.


Tak było, gdy dzieliła mnie duża odległość od ukochanego, a wiele osób spisywało nasz związek na straty. Tak jak Jair słyszeliśmy w naszych sercach głos, że musimy wierzyć Jemu, a nie temu, co mówią inni. Dziś jesteśmy ogromnie szczęśliwym małżeństwem i dobrze wiemy, Komu to zawdzięczamy.


Tak było, kiedy nie mogłam dostać wymarzonej pracy. Kończyły mi się pomysły, a moja psychika coraz gorzej znosiła świadomość, że marzenie o byciu naukowcem mogę zakopać na dnie jakiejś szuflady. Pewnego dnia niespodziewanie dostałam propozycję pracy naukowej. Wiązało się to jednak z koniecznością wyjazdu w odległe, nieznane miejsce, do nieznanych osób – rzucenia wszystkiego, co do tej pory było codziennością. Pan przemówił do mnie poprzez słowa kochanego Męża: „Ja wierzę, że Pan Bóg z jakiegoś powodu chce, żebyśmy tam zamieszkali. Jeśli nie spróbujemy, będziemy przez resztę życia zastanawiać się, co by było, gdyby…”. Wtedy nie rozumiałam, dlaczego posyła nas tak daleko. Dziś obydwoje rozwijamy nasze kariery, mamy swoje miejsce na świecie i wiemy, Komu to wszystko zawdzięczamy.


Było tak również, gdy patrzyłam na cierpienie moich ciężko chorych Babć i Dziadków. Płakałam, bo nie mogłam im ulżyć. Przecież mogli dożyć pięknego wieku bez tego ogromu bólu. Płakałam nad wszystkimi chwilami, których już nie będzie nam dane wspólnie spędzić. Choć dziś opiekują się mną z góry, tamte chwile smutku, bólu i rozstania również były dla mnie nauką. Dzięki Nim nie chcę marnować czasu, który mam tu, na ziemi. Chcę wypełnić go jak najpiękniej. Chcę dać swoim potomkom tyle ciepła, ile Oni mi przekazali. Czas to najpiękniejsze, czym możemy obdarować najbliższych. Zaś cierpienie, a nawet współcierpienie, może być darem - zbliża nas do pełni, do cierpienia Jezusa…


Tak było wreszcie, gdy zaskoczyła mnie wiadomość o poważnych problemach psychicznych mojej siostry. Sytuacja przytłoczyła całą naszą rodzinę. Zdawało się, że w jednej chwili nasz świat runął - nigdy już nie będzie tak, jak dawniej. Bezsilność mieszała się z przerażeniem. Jestem pewna, że Jair czuł się podobnie, gdy już lada chwila Jezus miał przybyć do jego córki, lecz okazało się, że przed chwilą odeszła…


Ale Jezus mimo wszystko wszedł do domu Jaira. „Dziecko nie umarło, tylko śpi” – powiedział. I choć Go wyśmiano, w obecności rodziców dziewczynki podszedł do niej i nakazał jej wstać – a ona powstała!


Spotkałam Pana. Dzięki tym spotkaniom mam pewność, że On mnie bezustannie prowadzi. Nie wszystko toczy się po mojej myśli. Jednak to Pan ma ten jeden, najlepszy plan na moje życie – nie ja jestem jego autorką. Zatem, czy nie o to chodzi, by być częścią tego wielkiego planu, by dać się prowadzić? Nieraz jeszcze pojawi się bezradność, nieraz będzie się zdawało, że dziecko umarło, podczas gdy tak naprawdę będzie ono tylko spało. I któregoś dnia usłyszymy wreszcie wezwanie: „Thalita kum”!


Warto na to czekać.

Asia.


Nauka zaufania, czekania nie jest prosta. Ale Jezus chce Cię w tej drodze prowadzić. Powoli pokazywać, jaki ma pomysł na Twoje życie i jak Cię widzi... Swoimi oczami.


Może dobrą okazją, by spojrzeć na siebie z Jego perspektywy będzie weekendowy program „Ja w Jego oczach”. Zapraszamy Cię na weekend 20-21.04 do Szymanowa, gdzie będziemy uczyć się patrzeć na siebie wzrokiem Boga i damy mu naprawdę czas, by w nas działał. Dołączysz?



54 wyświetlenia0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Comments


bottom of page